stoper K@zi - czas i przemijanie...

Wpis

sobota, 27 maja 2017

JULIUSZ SŁOWACKI (1809 - 1849) FRAGM."LISTY DO MATKI"

JULIUSZ SŁOWACKI 

 



Jezioro Leman, 20.07.1835


Najukochańsza Matko!
Mija kolejny dzień. Już blisko cztery lata upłynęło od mojego wyjazdu. To dużo czasu. Bardzo dużo... Większość dnia spędzam tu, nad jeziorem. Tylko w tym miejscu jestem w stanie myśleć o Was i nie ronić kolejnych łez. Gdy patrzę na jezioro, widzę Was, w odległej Ojczyźnie. Widzę Wasze smutki i radości. I wiem, że teraz płaczesz. Zaraz zaniesiesz się cichym szlochem. Wyjdziesz z domu i usiądziesz pod brzozą, którą zasadziliśmy wiele lat temu wspólnymi siłami. Zwilżysz tą kartkę łzami. Ach, znamy się tak dobrze - ta więź między nami... Nie umiem jej nazwać żadnym ze znanych mi słów! Jest tajemnicza, magiczna, jak nie z tego świata... I tylko drzewa znają jej imię, szumiąc je tu i w odległym Krzemieńcu. 
Patrzysz na dom. A tam pustka. I wiesz, że prędko tam nie zawitam. Ale już nie płacz. Odwiedzę Cię świtem - będę świergotać poszarzałymi piórami na parapecie Twojego okna. Rozpoznaj mnie, proszę. I utul mocno, ukołysz swym spokojem, a wtedy zobaczysz te wszystkie doliny, góry morza i jeziora, które dla Ciebie przemierzyłem. I przemierzać będę. Nie tylko listami myśli, słów gońcami. Widzę Cię już przecież. Jesteś tak blisko. Twe życzliwe myśli - wciąż nimi żyję...
Widzę Cię. Przemierzasz aleje piaszczyste. Wpatrujesz się w lit. Wzrokiem pozdrawiasz drzewa ogrodu, całujesz oczami kwiaty. Szepczesz słowa modlitwy, bym wrócił do domu. Wracam. Co chwilę. Wciąż myślę o Krzemieńcu...
Ach, gdyby można było gwiazdy z nieba zdejmować! Zdjąłbym je wszystkie, bukiet skomponował. Tak samo jak wiersze do Ciebie układam, karmiąc się nadzieją, że kiedyś Ci je osobiście pokażę, tuląc Twą osobę do siebie w synowskim uścisku.
Tak, o tym marzę.
Jest tak cicho. Wiatr pieści drzewa, niewidzialnymi palcami czesze ich liściaste włosy. Tak jak Ty kiedyś, za dziecięcych beztroskich czasów. Już wieczór. Mgła się podnosi. Odcina mnie od nieba, posrebrzonego księżycem. Nadchodzi fala. Jedna za drugą. Nie tylko wybrzeże, mnie też zalewają. Dziś pełnia. A przecież wtedy zagubieni wędrowcy powracają do domu. W półśnie, domowników śpiących pozdrawiają. 
Bądź tam, Matulu, zdrową. Nadzieję trzymaj, nie pozwól jej zabić. Jak Bóg da, jeszcze się spotkamy. A wtedy ta mgła oddalenia zniknie, przepadnie. I aby to się stało jak najszybciej, Matko.

Kochający syn, Juliusz.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
2009sara46
Czas publikacji:
sobota, 27 maja 2017 11:17

Polecane wpisy

Trackback