ANTOLOGIA

wtorek, 25 lipca 2017

NIKE - POMNIK BOHATERÓW WARSZAWY 1939 - 1945 r.

AUTOR : MARIAN KONIECZNY (1930 - 25. 07. 2017) UCZEŃ KSAWEREGO DUNIKOWSKIEGO.



Herbert Zbigniew

Nike która się waha

Najpiękniejsza jest Nike w momencie 
kiedy się waha 
prawa ręka piękna jak rozkaz 
opiera się o powietrze 
ale skrzydła drżą 

widzi bowiem 
samotnego młodzieńca 
idzie długą koleiną 
wojennego wozu 
szarą drogą w szarym krajobrazie 
skał i rzadkich krzewów jałowca 

ów młodzieniec niedługo zginie 
właśnie szala z jego losem 
gwałtownie opada 
ku ziemi 

Nike ma ogromną ochotę 
podejść 
pocałować go w czoło 

ale boi się 
że on który nie zaznał 
słodyczy pieszczot 
poznawszy ją 
mógłby uciekać jak inni 
w czasie tej bitwy 
więc Nike waha się 
i w końcu postanawia 
pozostać w pozycji 
której nauczyli ją rzeźbiarze 
wstydząc się bardzo tej chwili wzruszenia 

rozumie dobrze 
że jutro o świcie 
muszą znaleźć tego chłopca 
z otwartą piersią 
zamkniętymi oczyma 
i cierpkim obolem ojczyzny 
pod drętwym językiem 

ZBIGNIEW HERBERhttp://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-herbertT 

Kto pisał nasze twarze na pewno ospa
kaligraficznym piórem znacząc swoje „o”
lecz po kim mam podwójny podbródek
po jakim żarłoku gdy cała moja dusza
wzdychała do ascezy dlaczego oczy
osadzone tak blisko wszak to on nie ja
wypatrywał wśród chaszczy najazdu Wenedów
uszy zbyt odstające dwie muszle ze skóry
zapewne spadek po praszczurze który łowił echo
dudniącego pochodu mamutów przez stepy

czoło niezbyt wysokie myśli bardzo mało
– kobiety złoto ziemia nie dać się strącić z konia –
książę myślał za nich a wiatr niósł po drogach
darli palcami mury i nagle z wielkim krzykiem
spadali w próżnię by powrócić we mnie

a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronese`a
Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek

przed lustrem twarz odziedziczoną
worek gdzie fermentują dawne mięsa
żądze i grzechy średniowieczne
paleolityczny głód i strach
jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch gatunków spięte ciało

tak to przegrałem turniej z twarzą

czwartek, 20 lipca 2017

JAN KOCHANOWSKI http://culture.pl/pl/tworca/jan-kochanowski

Fraszka "Na różą"

Nadobny sobie kwiat Wenus obrała,

Kiedy by  jego krasa dłużej trwała;

Lecz co kwitnie, jako słońce wznidzie,

To zasię spadnie, ledwie wieczór przydzie.

Rwi, panno, różą za nowego kwiata,

A pomni, że tak bieżą twoje lata!

ZBIGNIEW HERBERThttp://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-herbert 



Słodycz ma imię kwiatu - 

Drżą kuliste ogrody 
zatrzymane nad ziemią 
westchnienie odwraca głowę 
twarz wiatru przy sztachecie 
ścielą się nisko trawy 
oczekiwania pora 
przyjście zgasi zapachy 
przyjście otworzy kolory 

drzewa budują kopułę 
zielonego spokoju 
róża cię woła i tęskni 
za tobą zerwany motyl 
pęka nitka za nitką 
mija chwila za chwilą 
pąku zielona larwo 
rozchyl 

słodycz ma imię: róża 

wybuch - 
z wnętrza wychodzą 
chorążowie purpury 
szeregi nieprzeliczone 
trębacze zapachów 

na długich motylich trąbach 
obwołują spełnienie 




koronacje zawiłe 
wirydarze modlitwy 
obrzędy pełne złota 
płonące kandelabry 
potrójne wieże milczenia 
promienie załamane na szczytach 
dno - 

o źródło nieba na ziemi 
o konstelacje płatków 

nie pytaj czym jest róża Ptak ją może 
[opowie 
zapach zabija myśli twarz lekkim 
[muśnięciem starta 
kolorze pożądania 
kolorze płaczących powiek 
brzemienna kulista słodycz 
czerwień do wnętrza rozdarta 




róża pochyla głowę 
jakby miała ramiona 

opiera się na wietrze 
a wiatr odchodzi sam 

nie zdoła wyrzec słowa 
nie zdoła wyrzec słowa 

im bardziej róża umiera 

tym trudniej mówić o róży

środa, 12 lipca 2017

"IRYSY" VAN GOGH :

 

"IRYSY" JULIAN TUWIM :

Ciemnych irysów dostałem pęk, 
Nie wiem od kogo. 
Serce me drżący ogarnal lęk,
Ciemnych irysów dostałem pęk 
I patrzę na nie z dziecinną trwogą: 
"Co też te kwiaty mi przynieść mogą?" 
- Lek.

I list dostałem. Słowa: "Bez słów"
Jeno w nim były.
...Jak tchnienie dawnych najdroższych bzów,
Żal mi przyniosły słowa: "Bez słów"...
Śród wspomnienia słodkiej bezsiły 
Znów mi się oczy twoje przyśniły, 

Znów...

środa, 28 czerwca 2017

STOKROTKI I

Jakże żałuję tej szczęśliwej pory, 
Kiedy stokrotki, kwiatek pospolity, 
Zdał mi się w cudne ubranym kolory, 
I budził w sercu dziecinne zachwyty, 

I kiedy długie majowe wieczory 
Spędzłem, patrząc w jasnych ócz błękity, 
Cichego szczęścia pełen i pokory, 
Bijący sercem, a nigdy niesyty. 

A choć to było kwiecie takie skromne, 
Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował, 
Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne. 

I kiedym usta różane całował, 
Tom nic nie pragnął i nic nie żałował, 
I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę...

STOKROTKI II

Później, ach, wiele kwiatów egzotycznych 
Widziałem pełnych piękności i woni. 
Dużo heroin znałem poetycznych, 
Niosących uśmiech, łzy i serce w dłoni... 

A przecież żaden z tych kwiatów rozlicznych, 
Wspomnieniem szczęścia mnie teraz nie goni 
I z tych postaci wzniosłych, eteryczncyh, 
Od melancholii żadna mnie nie broni! 

Bom się nie spotkał już z tym upojeniem, 
Co jedno drogę do szczęścia otwiera, 
Bez względu czy jest prawdą, czy złudzeniem. 

Bez niego serce powoli zamiera 
I z ideałów maski zdziera, 
I żegna zwiędłe stokrotki westchnieniem...

 
poniedziałek, 26 czerwca 2017

 

Komm du, du letzter, den ich anerkenne,

heilloser Schmerz im leiblichen Geweb:

wie ich im Geiste brannte, sieh, ich brenne

in dir; das Holz hat lange widerstrebt,

der Flamme, die du loderst, zu zustimmen,

nun aber nähr’ ich und brenn in dir.

Mein hiesig Mildsein wird in deinem Grimmen

ein Grimm der Hölle nicht von hier.

ganz rein, ganz planlos frei von Zukunft stieg

ich auf des Leidens wirren Scheiterhaufen,

so sicher nirgend Künftiges zu kaufen

um dieses Herz,darinder Vorrat schwieg.

Bin ich es noch, der da unkenntlich brennt?

Erinnerungen reissich nicht herein.

O Leben, Lebe: Draussensein.

Und ich in Lohe. Niemand der mich kennt.

 

 

Przyjdź, ty ostatnie cierpienie, doświadczone,

nieuleczalne w tkaninie ciała:

patrz, jak płonąłem w duchu, tak dziś płonę

w tobie; długo się drewno opierało

pojednaniu z twym płomieniem ciemnym,

teraz cię żywię sobą, w tobie płonę.

W twej zawziętości mój łagodny byt tuziemny

otwiera okrucieństwo piekła nie z tej ziemi.

Zbyt czysty, bez projektów, bez przyszłości

wszedłem na ten spiętrzony stos cierpienia,

pewny, że nigdzie nie kupię przyszłości

sercu, którego zasób pełen jest milczenia.

Czy to ja jeszcze płonę bezimiennie?

Nie wciągam do mojego wnętrza wspomnień.

O życie, życie: byt zewnątrz, beze mnie.

Ja w ogniu. Nikt nie wie o mnie.

niedziela, 25 czerwca 2017



Leśmian Bolesław

Don Kichot


W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście 
Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów 
W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście 
Pożółkłe i zbyteczne - z duszą niby ołów 
Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot. 
Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot 
Siedzi dumając nad tym, że dumać nie warto. 
I pośmiertnym spojrzeniem, co nie sięga dalej 
Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej, 
Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto. 

Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża, 
Ażeby go powołać na wspólne biesiady 
We mgle, którą anioły czyniąc znaki krzyża 
Rozpraszają dla gościa. Gość niezłomnie blady 
Usuwa się i stroni, i w pozgonnej ciszy 
Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy. 

Niegdyś skrzydła wiatraków sen posłuszny wiośnie 
Złocił mu w groźne miecze rycerskie orszaków, 
A dzisiaj w dłoniach Boga podanych miłośnie 
Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków 
I - nieufny - uśmiechem szyderczym przesłania 
Możliwość nowych błędów, snów i opętania. 

I nie postrzega nawet, jak nagle - bezszmerny 
Anioł do stóp mu składa purpurową różę 
Przesłaną od Madonny na znak, że w lazurze 
Pamięta o rycerzu, który był Jej wierny. 
Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza, 
Znieważając wysłańca i dawczynię daru, 
Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza 
Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru. 
Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem 
I całując go w czoło, przytłumionym głosem 
Szepcze: <> I nagłym rumieńcem 
Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem 
W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera 
I zachwiany w niewierze, raz jeszcze umiera 
Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania 
Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania! 


czwartek, 15 czerwca 2017

 

Krzysztof Cezary Buszman
TOASTY ZA WINY


Za winy nasze pijmy whisky
I niech natrętna myśl nie wraca
Że kiedy będzie już po wszystkim
Przez wieczność przyjdzie leczyć kaca.

Za winy nasze pijmy koniak
Lub chociaż brandy - zawsze taniej
Bo w szkle, co nam nie pękło w dłoniach
Jutro łza tylko pozostanie.

A kto się w drodze drogą znużył
I po horyzont nie gnał dalej
Ten nie był warty tej podróży
I tak naprawdę nie żył wcale.

Za winy nasze pijmy wino
I za radości zasmucone
Że drobne szczęścia kiedyś miną
I każde pójdzie w swoją stronę.

I za to właśnie toast wznieśmy
I za to właśnie - pijmy gin
Lecz póki dzisiaj tu jesteśmy

Niech jutro nas obmyje z win.

środa, 14 czerwca 2017

Zbigniew Jerzyna  http://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-jerzyna

Kiedy wygasa niebo miłości

Zbigniew Jerzyna

Kiedy wygasa niebo miłości

to gwiazda płacze.

 

Więc trzeba podnieść głowę wysoko,

by ją zobaczyć.

 

Po łzach co spłyną z gwiazdy gorącej

popiół zaświeci.

 

Spróbujmy miła spojrzeć na siebie,

jak patrzą dzieci.

 

Bo nie ma grobu takiej miłości,

co jest z płomienia.

 

Nawet gdy wokół chcą ją przymusić

do upodlenia.

sobota, 10 czerwca 2017

K.I.Gałczyński

OJCZYZNĄ MOJĄ JEST MUZYKA

Ojczyzną moją jest muzyka. A ty jesteś jak nuta rzewna,
z którą na ustach, po latach, wraca się w muzykę jak do domu.
Tylko się nie trwóż, Saskia. A możesz mi być jeszcze tak strasznie potrzebna,
że chyba tylko śmierci. Ale już cię nie oddam nikomu.

Jeżeli wszystkie niebiosa i wszystkie w nich serafiny
krzykiem tęsknoty wybłagam, by się spełniła twa chwała,
jeżeli powiem ci więcej: że jesteś ponad rubiny,
O jedno proszę ci, Saskia: — Nie bądź zarozumiała.

Pięć lat milczałem jak głaz stoczony ponad pochyłość,
pięć lat milczałem jak lód — co będzie, gdy lody popłyną?
I nagle na wargi spieczone żywą wodą upadła miłość
i rozwiązała mi język jak wino.

Słuchaj, Saskia, cokolwiek się stanie,
złotą chmurą zostaniesz w legendzie.
Bo wypisane jest ogniem na ścianie:
już cię nikt tak jak ja kochać nie będzie.

Sięgnij po nieśmiertelność, Saskia, tak jak się sięga po szmaragd,
gitarę, wstążkę lub jabłko, wysokie, rumiane ogromnie.
Gitara, jabłko przeminą. Jak komar brzęczy gitara.
Lecz ja to w księgę zamykam. Saskia, uśmiechnij się do mnie.

1945

czwartek, 08 czerwca 2017
czwartek, 18 maja 2017
niedziela, 14 maja 2017

http://culture.pl/pl/tworca/wladyslaw-broniewski

Broniewski Władysław

Mazurek Szopena

W jerozolimskim zaułku cyprysy 
błądzą i smutki. 
O, moja przyjaciółko, 
wieczór otula ogródki, 

tchnące snem i legendą, 
pełne ciszy biblijnej, 
woniejące lawendą 
i wonią melodyjne. 

Srebrną świeci nam glorią 
księżyc, płynąc jak czółno, 
Niedźwiedzica i Orion 
Pokazują na północ, 

na północ wiatry wieją, 
na północ lecą myśli 
z rozpaczą i z nadzieją 
ku Warszawie, ku Wiśle 

Cisza otula nas senna, 
o, moja przyjaciółko... 
I nagle! -mazurek Szopena 
w jerozolimskim zaułku! 

Gra dobrze nieznany pianista 
melodię sercu znajomą, 
nuta srebrzysta i czysta, 
nuta z Kraju i z domu, 

mazurska, kujawska nuta 
wraca do nas, serdeczna, 
ale dzisiaj zatruta -.. 
i wczorajsza, i wieczna: 

- o białej narzeczonej, 
- i o koniusze biednym, 
- o łące. o zielonej, . 
wciąż o tym samym, o jednym. 

A babka mi to grała 
na starym fortepianie 
w pokoju, gdzie fotografia 
dwóch braci rozstrzelanych. 

Bracia w czarnych czamarach 
leżą w płockim ogrodzie, 
a babka niedawno zmarła 
niespodzianie, gdzieś w drodze... 

Hucznie zatupią basy, 
zapłacze trel w wiolinie, 
i przez sosnowe lasy 
serce Wisłą popłynie, 

pójdzie piaszczystym traktem, 
pójdzie szlakiem tułaczym 
i wiolinowym taktem 
jak mazurek zapłacze... 

Za głośno w starym zaułku 
pianista smaga ciszę: . 
po sercach, o przyjaciółko, 
biją nas białe klawisze. 

wtorek, 09 maja 2017

JULIAN TUWIM (1894 - 1953) http://culture.pl/pl/tworca/julian-tuwim  

Bzy gęsto sterczą sztorcem, 
Gruboziarniste i mokre,
Stokrotne, gotowym wierszem, radośnie rozrosłe bzy.
O szóstej rano wstałaś,
Dziewczyno z prężnym sercem,
I łamiesz, z miłości dla mnie, promieniejące bzy.

Tak wcześnie i już tak gorąco,
A cóż dopiero w południe,
Gdy jeszcze mocniej w nozdrza uderzą zerwane bzy!
Dziewczyno na palcach wspięta,
Której ręce tak czule,
Z taką nadzieją chwytają coraz pełniejsze gałęzie!
Dziewczyno bardzo szczęśliwa,
Z listem wycałowanym,
Z listem okrutnie krótkim,
Cóż na niemiłość poradzę?

Trzęsę się twoim szczęściemI

I drżę jak targane bzy.

niedziela, 07 maja 2017

 

Księżyc miodem ocieka na ustach szalonych

Żarłoczne są tej nocy ogrody i domy 

Gwiazdy do pszczół tańczących stały się podobne

Przelewa się w altanach złote światło miodne

Bo z nieba opadając łagodnie na ziemię

W plastry miodu się łączą księżyca promienie 

I skrycie mi się roi słodka awantura

Drżę przed żądłem ognistym tej pszczoły Arktura

Co w ręce mi promieni zwodne rzucił światło

I swój miód księżycowy zebrał z róży wiatrów.

/Tłum. Artur Międzyrzecki/

czwartek, 27 kwietnia 2017

JULIAN TUWIM

Oddać ci wszystko: każdy sen i drgnienie.

Każdy nerw ciała, każdy ruch i krok!

Przeszłość - to tylko o tobie wspomnienie,

Przyszłość - to tylko twój najświętszy wzrok!

Oddać ci wszystko: każde pulsu tętno

I grosz ostatni, i ostatek sił.

Trwonić dla ciebie swą młodość namiętną,

Znaczyć ci drogę - krwią serdeczną z żył!

Zaprzeć się! Bluźnić! Z Judaszem paktować!

Żwir na twej drodze w miękki piasek gryźć!

Natchniony wiarą zakrzyczeć:

"Ach. prowadź!"Gdy mi na własną każesz zgubę iść!

niedziela, 19 marca 2017

WISŁAWA  SZYMBORSKA -foto Joanna Helander

Nie mam żalu do wiosny

że znowu nastała.
Nie obwiniam jej o to,
że spełnia jak co roku
swoje obowiązki.

Rozumiem, że mój smutek
nie wstrzyma zieleni.
Źdźbło, jeśli się zawaha,
to tylko na wietrze.

 

Nie sprawia mi to bólu,
że kępy olch nad wodami
znowu mają czym szumieć.

Przyjmują do wiadomości,
że - tak jakbyś żył jeszcze -
brzeg pewnego jeziora
pozostał piękny jak był.

 

Nie mam urazy
do widoku w widok
na olśnioną słońcem zatokę.

Potrafię sobie nawet wyobrazić,
że jacyś nie my
siedzą w tej chwili
na obalonym pniu brzozy.

 

Szanuję ich prawo
do szeptu, śmiechu
i szczęśliwego milczenia.

Zakładam nawet,
że łączy ich miłość
i że on obejmuje ją
żywym ramieniem.

Coś nowego ptasiego
szeleści w szuwarach.
Szczerze im życzę,
żeby usłyszeli.

 

Żadnej zmiany nie żądam
od przybrzeżnych fal,
to zwinnych. to leniwych
i nie mnie posłusznych.

Niczego nie wymagam
od toni pod lasem,
raz szmaragdowej,
raz szafirowej,
raz czarnej.

Na jedno się nie godzę.
Na swój powrót tam.
Przywilej obecności -
rezygnuję z niego.

 

Na tyle Cię przeżyłam
i tylko na tyle,

żeby myśleć z daleka.

ARTUR OPPMAN OR-OT https://www.libernovus.pl/autorzy/artur-oppman

ŁAWECZKA NASZA 

Ławeczka nasza skromnie stała
Pod lipą starą
I białym kwiatem wciąż sypała
Nad cichą parą.
Ach, wtedy pełna czaru była
Miłości czasza,
Gdy się tak cudnie ukwieciła
Ławeczka nasza!

I przyszła zima w srebrnym śniegu,
W dyamentach szronu,
I brzmiała z wiatrem w drzew szeregu
Hymnami zgonu.
Ale mnie jednak piekły żarem
Twoje usteczka —
I zawsze cudnym lśniła czarem
Nasza ławeczka.

Dziś znowu dawna wraca wiosna
Z zielenią, z kwiatem,
Upajająca pieśń radosna
Polata światem;
Ale już znikły twoje usta

 i wyschła czasza.

Ach, tak smutna jest i pusta!

  STANISŁAW BARAŃCZAK  WIDOKÓWKA Z TEGO ŚWIATA.

http://culture.pl/pl/tworca/stanislaw-baranczak

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie,

z którego mam za darmo rozległe widoki:

gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie

tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową

ta sama mroźna próżnia

milczy swą nałogową

odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie.

Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej.

Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie

palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok.

Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie

słychać, co można widzieć,

gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili 
dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki; 
choć jak ją nazwą, co będą mówili 
o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę 
geologiczną, stojąc 
na naszym próchnie, łgarstwie, 
niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją 
własną mieszankę śmiecia i rozpaczy - 
nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija 
kolejny stopień, rosnący pod stopą. 
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija 
czas - i czy czas coś znaczy, 
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele, 
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki 
śmierci lub dożywocia - co niewiele 
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy, 
a jednak ta lektura 
wciąga mnie, niedorzeczny 
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która 
swój mętny finał poznać mi pozwoli 
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść 
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek. 
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz 
z moim bólem - jak boli 
Ciebie Twój człowiek.


Szkoda, że cię tu nie ma - Mirosław Czyżykiewicz 

Szkoda, że cię tu nie ma,
Szkoda, kochanie.
Siedziałabyś na sofie,
Ja - na dywanie,
Chustka byłaby twoja,
Moja - kapiąca łza,
Albo może na odwrót:
Płacz ty - pociecha - ja.
Szkoda, że cię tu nie ma,
Szkoda, kochanie.
Prowadząc wóz, dłoń kładłbym
Na twym kolanie,
Udając, że je mylę
Z dźwignią, gdy zmieniam bieg.
Wabiłby nas nieznany
Lub właśnie znany brzeg.

Szkoda, że cię tu nie ma,
Szkoda, kochanie.
Srebrny księżyc na czarnym
Nieba ekranie
Na przekór astronomom
Oddawałbym co noc
Na żeton na automat,
By usłyszeć twój głos.

Szkoda, że cię tu nie ma,
Na tej półkuli -
Myślę, siedząc na ganku w letniej koszuli
I z puszką "Heinekena".
Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer.
Co za zysk z zapomnienia,Jeśli tuż po nim - śmierć? 

poniedziałek, 13 marca 2017

http://www.norwid.art.pl/biografia.php

Cyprian Kamil Norwid, Krzyż i dziecko

– Ojcze mój! twa łódź 
Wprost na most płynie –
Maszt uderzy!...wróć... 
Lub wszystko zginie.

Patrz! Jaki tam krzyż, 
Krzyż niebezpieczny –
Maszt się niesie wzwyż, 
Most mu poprzeczny –

– Synku! Trwogi zbądź: 
To znak - zbawienia; 
Płyńmy! bądź co bądź –
Patrz, jak? Się zmienia...

Oto – wszerz i wzwyż 
Wszystko – toż samo.

– Gdzie się podział k r z y ż?

- STAŁ SIĘ NAM BRAMĄ.

ADAM ASNYK  "MIŁOŚĆ JAK SŁOŃCE"

http://culture.pl/pl/tworca/adam-asnyk

Miłość jak słońce: ogrzewa świat cały
I swoim blaskiem ożywia różannym,
W głębiach przepaści, w rozpadlinach skały
Pozwala kwiatom rozkwitnąć wionianym
I wyprowadza z martwych głazów łona
Coraz to nowe na przyszłość nasiona.
Miłość jak słońce: barwy uroczemi
Wszystko dokoła cudownie powleka;
Żywe piękności wydobywa z ziemi,
Z serca natury i z serca człowieka
I szary, mglisty widnokrąg istnienia
W przędze z purpury i złota zamienia.
Miłość jak słońce: wywołuje burzę,
Które grom niosą w ciemnościach spowity,
I tęcze pieśni wiesza na łez chmurze,
Gdy rozpłakana wzlatuje w blękity,
I znów z obłoków wyziera pogodnie,
Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie,
Miłość jak słońce: choć zajdzie w pomroce,
Jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca
Powraca smutne rozpromieniąc noce
I poprzez ciemność przedziera sie drżąca,
Pełna tęsknoty cichej i żałoby, 

By wieńczyć śpiące ruiny i groby.

sobota, 04 marca 2017

ADAM ASNYK (1838 - 1897)- http://culture.pl/pl/tworca/adam-asnyk

Ach ta róża! ach ta róża!

Co się w twoje okno wdziera,

Na pokusy mnie wystawia,

Sen i spokój mi odbiera...

 

Wciąż z zazdrością myślę o niej,

Choć jej nie śmiem dotknąć ręką,

Bo mnie gniewa, że bezkarnie

Patrzy nocą w twe okienko.

 

Rad bym nieraz rzucić wzrokiem,

Błądząc w wieczór po ogrodzie,

Rad bym dojrzeć... ale zawsze

Stoi róża na przeszkodzie!

 

Ona winna! ona winna!

Że ciekawość moję draźni,

Bo gdzie sięgać wzrok nie może -

Sięga siła wyobraźni.

 

Odtwarzając piękność twoję,

Coraz bardziej tracę głowę,

Zamiast pączków - zawsze widzę

Twe usteczka karminowe.

 

A gdy jeszcze wonne kwiaty

Poosrebrza blask księżyca,

Wtedy, wtedy w każdej róży

Widzę tylko twoje lica.

 

A myśl coraz dalej biegnie -

I wypełnia postać cudną,

I odsłania wszystkie wdzięki...

Bo fantazję wstrzymać trudno.

 

Widzę ciebie na wpół senną,

Snem rozkoszy rozmarzoną,

Widzę włosów splot jedwabny,

Śnieżną falą drżące łono

 

I te usta, co miłośnie

Wpółotwarte - chcą czarować;

I rozważam: co za rozkosz

Takie usta pocałować!

 

Krew się ogniem w żyłach pali,

Chcę ten obraz pieścić wiecznie...

Lecz przy róży - pod okienkiem

Stać młodemu niebezpiecznie.

 

Gdybym tylko mógł być pewny,

Że cię, piękna, nie oburzę,

Byłbym, byłbym już od dawna

Pod twym oknem zdeptał różę.

23 marzec l869


 
sobota, 25 lutego 2017

TADEUSZ RÓŻEWICZ 

http://culture.pl/pl/tworca/tadeusz-rozewicz

"Pierwsza miłość"  T. Różewicz
1. 
Miałem szesnaście lat 
szedłam przez park 
oparłem czoło o pień drzewa 
płakałem 

Nikt mi krzywdy nie zrobił 
w parku była cisza 
skąd ten płacz 

Nikt mnie o to nie pytał 
nikomu nie powiedziałem 

Biegłem do domu 
krzyczałem 
jestm głodny głodny 
a byłem zakochany 

Śmiechem dom wypełniłem 
nikt mnie nie pytał 
dlaczego się śmieję 

Widziałem Marię 
widziałem Marię 

Widzę Marię 
Idzie do szkoły 
w granatowym płaszczyku 
z niebieską tarczą 

Idzie w majowym słońcu 
w promieniach deszczu 
prześwieca przez moją pamięć 
jak przez rzekę dymu 
jaśniejsza 
z roku na rok 
aż do zniknięcia. 

2. 
Miałem osiemnaście lat 
Biegłem polem 
w żółtym świetle 
wrześniowego słońca 
kiedy nadleciały samoloty 
upadłem 

O przygniatający obrazie 
mechanicznego nieba 
wargą dotknąłem ziemi 

Miałem osiemnaście lat 
kiedy zobaczyłem pierwszy raz 
rozebraną Marię 

Nie wypowiem nigdy 
jej trwogi 
ostatniego oddechu 
wtłoczonego w płuca 
i drżenia nie wypowiem 
płaczu życia młodego 
drżenia ciała dziewczęcego 
gdy zbliżała się śmierć 
nie miłość 

Płonące powietrze zdarło z niej suknie 
leżała na polu 
naga 
w dymie i krwi 
moje opuszczone ręce 
ręce które nie dotknęły 
jej ciała żywego 
moje podniesione oczy 

Morderca unosił się 
wysrebrzony już lśniący 
jak igła szyjąca niebo 
nierealny 

Leżała rozebrana 
przez powietrze ryczące i ogień 
leżała pod skośnym 
żółknącym słońcem 
w środku dymiącego widnokręgu 
w środku pierwszego dnia 
wojny 
nogi wyciągnięte 
wzdłuż bruzd nieskończonych 
jak martwe białe jagnięta. 

3. 
Ziemio 
o jeden oddech lżejsza 
martwa pusta. 

4. 
Łzo osiemnastoletniego 
pod niebem 
na ziemi 
łzo spadająca w ten dzień 
przez wszystkie czasy 
przez planety i gwiazdy 
łzo drążaca niebo i ziemię 
spadająca 
na stolice kapitalistycznych krajów 
na wieczne miasto Rzym 
łzo lecąca 
przez ciemność nocy 
przez lazurwe wybrzeża 
przez pomarańczowe gaje 
łzo spadająca 
na włosy zakochanych 
kiedy łączą się ze sobą 
jak wody nieznanych rzek 

Morderca unosił się 
wysrebrzony lśniący 
bez imienia serca twarzy 

Lecz ja rozpoznałem na zawsze 
tych którzy go wysłali aby zabił Marię 

JULIAN TUWIM

http://culture.pl/pl/tworca/julian-tuwim

Do prostego człowieka" - Julian Tuwim
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy "do ludności", "do żołnierzy"
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie "żołnierzyków". -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:

"Bujać - to my, panowie szlachta!"

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
0. A TO JA K@ZIA :(teksty i foto).
00 GALERIA K@ZI
000 ANEGDOTY , FRASZKI, SATYRA-REMINISCENCJE .
0000.- ŚW. JAN PAWEŁ II
00000. LAUREAT NAGRODY NOBLA
1.WISŁAWA SZYMBORSKA
2CZESŁAW MIŁOSZ
5. ANTOLOGIA :
6. WYPISY :
A FILM
A MUZYKA
A MUZYKA : NAJPIĘKNIEJSZE ARIE
AAAAPublikowane tutaj utwory , obrazy , grafika, utwory muzyczne mają na celu tylko propagowanie ich twórców .
GOTYK
JAN TWARDOWSKI
KOBIETY PRZEZ DUŻE K
KOMPOZYTORZY
MALARZE:
MAŁE STOPERKI K@ZI:
MARIA PAWLIKOWSKA JASNORZEWSKA
OKROPNOŚCI II WOJNY ŚWIATOWEJ .
PAMIĘC , KTÓRA TRWA
POLECAM WPISY:
REŻYSERZY
RODZINA KOSSAKÓW
STOPERKI K@ZI:
TO ZDROWIE
UWAGA : Publikowane tutaj utwory literackie i muzyczne , obrazy , rzeźby , grafika - mają na celu tylko promowanie dzieł .
UWAGA: Oraz promowanie autorów przytoczonych utworów .
Wszelkie prawa zastrzeżone .
ZAMKI I DWORY POLSKIE
ŹRÓDŁA :
ŻŻ STRONY